Chemia

Przyznaję dzisiaj bez bicia, że nigdy nie pałałam przesadnym uczuciem do chemii w szkole, można wręcz powiedzieć, że jej nienawidziłam. Nie mogłam tego nigdy pojąć, po co w czwartej klasie liceum ogólnokształcącego maturzyści, którzy nie chcą i na pewno nie będą wiązać z chemią żadnej przyszłości, muszą uczyć się czym jest poliwęglan i że możliwym obszarem jego zastosowania są pręty i profile aluminiowe (nie wiem z jakiego powodu, ale ten poliwęglan, pręty i profile aluminiowena stałe utkwiły mi w pamięci i chyba jest to jedyna rzecz, którą pamiętam z czwartej klasy chemii). Doprawdy bezmyślność osób, które tworzą programy nauczania w szkołach nie zna chyba granic i to nawet nie jest nam do tego potrzebny pan minister znany z dużego wzrostu. Obawiam się, że teraz, po tych wszystkich pożal się boże reformach dzieci mają jeszcze gorzej i jeszcze więcej głupich rzeczy muszą się uczyć np co to jest AdBlue, albo inne związki chemiczne przydające się w codziennym życiu. Aktualny program nauczania obejmuje zupełnie inne zagadnienia niż kilka bądź kilkanaśie lat temu. Co więcej, mają w sumie mniej czasu, żeby dobrze się do tej matury przygotować, gdyż liceum trwa teraz 3, a nie 4 lata jak kiedyś. Oczywiście suma lat nauki pozostaje bez zmian, ale nie sądzę, żeby ten ostatni rok gimnazjum i moment przechodzenia z gimnazjum do liceum wiele w naukowym życiu młodego człowieka zmieniał, a już na pewno nie wpływa na samo przygotowanie do matury - która nie była aż taka trudna jak się wydawało. Widziałam już jak mój brat, który złapał się do pokolenia gimnazjum, przechodził przez kolejne lata liceum ze strasznie przeładowanym programem. Ktoś się naprawdę powinien zająć kwestiami programowi i ustalić jakieś rozsądne zasady. Rozsądne, czyli przede wszystkim takie, które będą brały pod uwagę rzeczywistą liczbę godzin danego przedmiotu, a nie pobożne życzenia urzędników.

Chcesz coś dodać?
nick (wymagane)

treść (wymagane)